środa, 29 sierpnia 2012

V. Kot

     Kokoro przechyliła głowę w lewo, wyciągając swoją drobną rączkę przed siebie. Biała kulka wydała z siebie trudny do zidentyfikowania dźwięk, co dziewczynka odebrała za pisk przerażenia i słusznie odsunęła się w tył o trzy kroki. Puszysty ogonek zamachał w powietrzu, a zwierzątko zeskoczyło z parapetu i wylądowało na czterech łapach tuż przed wypolerowanymi lakierkami pięciolatki.
     Rudowłosa uśmiechnęła się szeroko i poczęła błądzić wzrokiem za kotkiem, mając nadzieję, ze wbrew temu, iż spaceruje po płotku nie wyskoczy poza teren przedszkola — w końcu i pani wychowawczyni, i mama, i siostrzyczka mówiły jej, że nie wolno opuszczać placu zabaw, kiedy bawią się na podwórku, bo jeszcze się zgubi i będzie miała problemy z powrotem.
     A była przecież dobrą dziewczynką.
     Zielonooka jednak zapięła tylko swoją przeciwdeszczową kurtkę aż po samą szyję, rozejrzała się dookoła i, kiedy już stwierdziła, że żadna przedszkolanka czy koleżanka nie zwraca na nią większej uwagi, przeskoczyła niskie, pomalowane na biało drewienko.
     Nim ktokolwiek się zorientował, wybiegła na ulicę, mając nadzieję, że kociak szybko przeskoczy krawężnik, gdy zauważyła oślepiające światło samochodowych lamp. Tak, jakby jego życie było ważniejsze niż to jej.


***

     Ogólnie, to obie nie wyglądały zbyt fortunnie; Karin została pozbawiona kilku włosów, a obraz przed nią rozmazywał się z powodu przekrzywionych okularów, na których szkiełkach przybyło parę nowych rys, natomiast Haruno miała kilka większych siniaków na odkrytych ramionach i obojczyku, a w dodatku teraz groziło jej pożegnanie się z pielęgnowanymi przez tyle lat, różowymi kosmykami, które stały się celem dwójki nastolatek z nożyczkami w dłoniach.
      Z tego, co Sakura zdążyła zapamiętać, chłodny metal był już przyciskany do jej karku, a jedna z uczennic gotowała się do ścięcia zadbanych włosów, gdy drzwi żeńskiej ubikacji z trzaskiem odskoczyły i do środka weszła rozwścieczona niczym osa dyrektorka. Za nią kłębiły się tłumy ciekawskich uczniów, z czego niektórzy ożywieni plotkowali na temat całego zajścia, a inni po prostu ukazywali swe lekkie oszołomienie.
      Brązowe oczy kobiety mierzyły gniewnie zarówno Karin oraz jej grupkę, jak i jej niedoszłą ofiarę, co bogu ducha winnej Haruno wprost mówiło o tym, iż zaszło pewne nieporozumienie, a wina spadnie na nią. Wiele się zresztą nie myliła, o czym przekonała się podnoszona z podłogi przez wysoką i kształtną blondynkę za ucho.
  — Nowa uczennica, a już z nią sama problemy — burczała wciąż pod nosem nauczycielka, prowadząc grupkę dziewcząt do swojego przytulnego gabinetu na piętrze.
     Wspomniana przez nią wbiła wzrok w czubki swoich butów i zaczęła bawić się długimi nitkami wychodzącymi z góry spodni. Chciała, żeby to skończyło się jak najszybciej, żeby kara wyznaczona przez dyrektorkę nie tylko już się zaczęła, ale i skończyła.
     Drzwi pomieszczenia rozchyliły się, a brązowooka gestem dłoni zaprosiła do środka Haruno, reszcie dając znak, że na ich wyjaśnienia czas przyjdzie później. Dziewczyna przełknęła ślinę i niechętnie skorzystała z zaproszenia, pociągając cichutko nosem.
  — Usiądź. — Kobieta rozsiadła się na swoim miejscu i wbiła w siedemnastolatkę spojrzenie ciemnych oczu, które Sakurze wydawało się samo w sobie rozkazywać jej wystrzelić sie w powietrze. Czym prędzej spełniła więc prośbę Tsunade, cofając jednak przed nią wzrok. — Posłuchaj...
  — Sakura.
  — A więc posłuchaj, Sakuro. Za wszczęcie bójki możesz zostać wyrzucona ze szkoły, to jasno mówi regulamin. Jesteś tu dzięki stypendium, więc w normalnych okolicznościach już zabierałabyś swoje rzeczy z szafki — westchnęła. — Z Karin jednak zawsze były problemy, niezależnie od tego, co ludzie mówią. Wierzę więc, że nie jesteś tutaj jedyną winną.
     To w ogóle nie jest moja wina.
  — W gimnazjum byłaś wzorową uczennicą, także póki co zostajesz ukarana miesiącem sprzątania sali gimnastycznej oraz obniżeniem zachowania. Mam nadzieję, że więcej taki wybryk się nie zdarzy. — Kobieta naparła na czarne krzesło i wypuściła głośno powietrze, jasno dając do zrozumienia, że to stanowisko powoli ją wykańcza.
  — Ale proszę pani... — zaczęła dość cicho, ukradkiem sprawdzając, czy tym nieśmiałym wstępem zasłużyła sobie na zainteresowanie z jej strony. — No bo ona... ona się nade mną znęca.
     Brązowooka zaśmiała się sucho i oparła policzek na zaciśniętej dłoni, z politowaniem zerkając na uczennicę. Po plecach Sakury przebiegł dreszcz.
  — Co, jak co, ale to akurat, moja droga, jest najgorsze kłamstwo. — Uśmiech spełzł z jej ust. — Przykro mi, ale prosiłabym cię teraz o pozbieranie swoich rzeczy. Mundurek wypierz i przynieś jutro. — Haruno kłapnęła otwartymi ustami i z przestrachem spojrzała na dyrektorkę. — Ewentualnie możesz znaleźć świadków, o ile takich posiadasz. Wtedy sprawę przemyślę i, jeżeli mówisz prawdę, zostaniesz oczyszczona z zarzutów. — Chłodny i oschły ton zmienił się w przyjazny, gdy wypowiadała ostatnie zdanie, jakby dodawała jej otuchy i podświadomie informowała o tym, że wbrew wszelkim przekonaniom jest po jej stronie. Po słusznej stronie.


***

     Czarna Honda Civic zatrzymała się z piskiem opon na środku drogi. Drzwi samochodu od strony kierowcy otworzyły się na całą szerokość a ze środka wyskoczył wysoki, postawny mężczyzna. Zamknął za sobą z głośnym trzaskiem i podbiegł do płaczącej dziewczynki, ciesząc się, że zwolnił na zakręcie i zdążył wyhamować.
  — Nic ci nie jest? — zapytał, ignorując plątającego mu się pod nogami puszystego zwierzaka i podciągnął dziecko za ramię. Wskazała najpierw krwawiące kolana, a potem widocznego na jej czole guza, po czym wznowiła swój koncert. Brunet westchnął ciężko i rozejrzał się, mając nadzieję, że znajdzie kogoś, kto mógłby mu w tej sprawie pomóc.
     Nie musiał martwić sie o auto; uliczka była wąska, poza tym umieszczona w takim miejscu, że przejeżdżano nią czymś innym niż rowerem dwa, góra trzy razy na dzień.
  — Posłuchaj, pomożesz mi teraz, dobrze? — zapytał, uśmiechając się do niej uspokajająco. — Po prostu powiedz mi, jak to się stało, jak masz na imię i gdzie mogę cię odtransportować, będąc pewnym, że tam będziesz bezpieczna...


———
ŻENUJĄCE